III Bieg o Złote Gacie 09.03.2013 – pierwsza życiówka w tym roku

Bieg w Brzeszczach na dystansie 10 km o słynne już Złote Gacie był dla mnie tak na prawdę pierwszym sprawdzianem w tym roku. Jak przepracowałem dotychczasowy okres przygotowawczy? Czy te wszystkie wieczorno-mroźne kilometraże mają jakiś wydźwięk?

Tak na prawdę plan na sprawdzenie formy przyszedł niespełna tydzień przed zawodami. Pierwotnie miałem biec z Anią jej pierwszą dyszkę w Brzeszczach.  Kontuzja niestety zmieniła te plany.

Zawody w Brzeszczach zawsze będę odbierał sentymentalnie. To tutaj 2 lata temu miałem swój pierwszy występ i pierwsze dosyć brutalne doświadczenia.  Błędnie zakładając, że skoro biegam w obszarze górskim to spokojnie dam sobie radę w płaskim terenie – postanowiłem pobiec mocno. Za mocno – sił starczyło do 5 km. Później była walka z samym sobą. Każdy kolejny metr stawał się dłuższy. Doszedłem, dobiegłem, a dyplomatycznie dotarłem do mety na przedostatnim miejscu. Never again! Teraz śmieję się z tego, jednak wtedy zostałem brutalnie sprowadzony na ziemię….

Tym razem przyjechałem zmierzyć się z sobą i czasem. Co prawda przygotowuje się do maratonu i nie robię treningu szybkościowego, ale z punktu psychologicznego czułem , że mogę coś tu dzisiaj zdziałać! Poprzedni rekord na tym dystansie, z Tych (2011)  , wynosił 48:29:00. Więc wiele wskazywało, że padnie rekord :)

Zacząłem wolno.Tak mi się przynajmniej wydawało. Pierwszy kilometr 4.30. Wiele osób wyprzedzonych. Kolejne dwa kilometry w okolicach 4.15. Jest dobrze, nie ma zmęczenia przy takim tempie. Muzyka w słuchawkach, raz uskrzydla ,raz w ogóle do mnie nie dociera. 4 i 5 kilometr trzymam tempo, cały czas wyprzedzając kolejne osoby. Na półmetku było coś około 21 minut. Jest uśmiech. Tylko ile tak wytrzymam? 6 km -  daje radę. Na 7-mym czuję, że tempo spada. Lekkość biegania jest już wspomnieniem. Nikogo nie wyprzedzam, staram się trzymać grupy. Na 9 km zegarek pokazu 40 minut i 15 sekund….  Ostatni kilometr, trzeba dać z siebie więcej i atakować 45 minut. Jednak nogi już tak ochoczo się nie ciągną do przodu. Kilka osób mnie wyprzedza… Zaczynam  się rozpędzać, gdyż to już ostatnia prosta przed metą… Czuję się jak kilkunastu-tonowa lokomotywa… Powoli do przodu… Jest…. Dochodzę jedną osobę. Jeśli ktoś kazałby mi się teraz  zatrzymać na 2-3 metrach usłyszałby tylko śmiech… Pędzę jak niebieska lokomotywa, ciężka, ogromna i pot z niej spływa….

Wpadam na metę z miną Kermita z Mapetów. Rekord pobity 45.08 min.  Jestem happy,  ale więcej bym dzisiaj nie wycisnął….

121        MARCIN    WALCZAK BIELSKO-BIAŁA    00:45:08 – 04:30  na kilometr – 13.29km/h

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>